w3pro.pl Bądź widoczny w INTERNECIE

Jordania

Drukuj PDF
( 0 Votes )

I Amman
Dostanie się z Damaszku do Ammanu, stolicy Jordanii, odbywa się podobnie jak do Bejrutu – wsiada się do taksówki i gdy zbierze się pełny skład, ta rusza do celu. Wiedzieliśmy z góry, że ta wycieczka mocno się odbije na kieszeniach, bo Jordania nie jest tania jak Syria. Ale szczęśliwie udało się na kilku rzeczach oszczędzić.

Wyjechaliśmy w niedzielę późnym popołudniem i na dworcu w Ammanie czekała na nas moja koleżanka z roku, która analogicznie jak ja, przebywa tam na stypendium. Dzięki niej mieliśmy darmowy nocleg w Ammanie i ...legitymacje Uniwersytetu Jordanii, które jako jedyne uprawniają na terenie kraju do zniżek. Polak potrafi – pożyczono nam 3 legitymacje z zeszłego semestru i tylko zamieniliśmy zdjęcia. Ani razu nie zauważono różnicy.

Sam Amman nie rzuca na kolana. Zaskoczyła mnie zmiana koloru, bo w Damaszku dominuje brudny biały, a w Ammanie jest dużo białego. Miasto jest nowoczesne i nie ma arabskiego klimatu, tak znanego mi z Damaszku. Są za to dobrodziejstwa cywilizacyjne, w stylu McDonaldów i centrów handlowych. Ale nie to zwiedzaliśmy w mieście. Zaczęliśmy od amfiteatru rzymskiego, który choć piękny, jest mniejszy od tego w Bosrze (pisałem o nim w jednej z pierwszych notek z Syrii). Potem ruszyliśmy na Górę Husayna, gdzie znajdują się resztki pałacu z okresu Umajjadów (VII/VIII w.). Ha! Amman był wówczas prowincją, bo stolicą kalifatu Umajjadów był... Damaszek. Ale w Damaszku pałac został zrównany z ziemią w 750 roku, gdy władzę przejęli Abbasydzi i stolicę przeniesiono do Bagdadu. Ale dość historii, wracamy do ‘Ammanu.

Potem do zobaczenia mieliśmy jeszcze tylko dwa meczety, z których mecze króla Abdullaha (obecnie miłościwie panującego nad Jordanią) zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Brakowało mi w Jordanii wszechobecnych zdjęć prezydenta Syrii i jego śp. ojca. Wprawdzie było sporo zdjęć króla i jego zmarłego ojca, ale jednak Baszszar al-Asad wzbudza więcej sympatii.
Dzień zakończyliśmy pójściem do jemeńskiej knajpki by z samego rana dnia kolejnego wstać na autobus do ‘Aqaby

II `Aqaba
Aqaba jest jedynym portem jordańskim, położonym nad zatoką o takiej samej nazwie, nad Morzem Czerwonym. Jest to jednocześnie najbardziej wysunięty na południe fragment Jordanii i z tej racji jest o wiele goręcej, niż w reszcie kraju. W południe w cieniu mieliśmy prawie 40 stopni, ale dzięki bryzie od morza było to znośne. ‘Aqaba to typowy turystyczny kurort, zabytków tam praktycznie nie ma, ale jest i tak co robić.
Można na przykład, tak jak my to uczyniliśmy, wynająć na godzinę łódkę z szklanym dnem, by popłynąć po zatoce i obserwować...rafę koralową. Widok jest niesamowity i żadne zdjęcia tego nie są w stanie oddać.

Gdy podpłynęliśmy do granicy na morzu, widzieliśmy równocześnie 4 kraje. Za nami Jordania, przed nam, w odległości 5 kilometrów Eliat, port Izraela, trochę na bok, też po drugiej stronie zatoki, za 10 km zaczynał się Egipt, a na 15 km na południe widać było już Arabię Saudyjską.
Zgodnie z dobrą radą z ‘Ammanu pojechaliśmy do hotelu na południe od miasta, położonego tuż nad morzem i do tego dosyć taniego. Znak obok niego głosił, że Arabia Saudyjska za 5 kilometrów. Popływałem sobie w Morzu Czerwonym i przez maskę podziwiałem rafę koralową. A po zmierzchu, gdy temperatura zrobiła się znośna, zasiadłem na plaży z Budweiserem (‘Aqaba to jedna wielka strefa bezcłowa) i podziwiałem morze, świecący z daleka Eliat i będące tuż naprzeciw mnie wybrzeże Egiptu.

III Petra
Dzień trzeci w Jordanii upłynął pod znakiem Petry – miejsca aspirującego do miana cudu świata. Petra jest rzeczywiście miejscem niezwykłym, bo to miasto wykute w skałach długiego kanionu, choć od wieków niezamieszkałe. Zbudowali je Nabatejczycy, lud semicki, a swoją swietnośc przeżywało w II wieku n.e. Petra rozwijała się znakomicie, bo znajdowała się na szlaku jedwabnym i równocześnie na drodze z Półwyspu Arabskiego do Syrii, którą to drogą sprowadzano kadzidła. Właśnie bogactwo Petry skusiło Cesarstwo Rzymskie do wciągnięcia miasta w swoją strefę wpływów i gdy to odmówiło płacenia podatków, zostało przez legiony rzymskie podbite.

Może już jestem wybredny po obejrzeniu tylu starożytności na Bliskim Wschodzie, ale same zabytki Petry nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia. Owszem, tzw skarbiec jest przepiękny (nota bene tam właśnie kręcono fragmenty drugiej części Indiany Jones’a), o czym po moim powrocie przekonacie się dzięki zdjęciom, które umieszczę na fotoblogu. Poszczególne obiekty są porozrzucane po ogromnym obszarze, stąd zobaczenie ich w ciągu jednego dnia jest niemożliwe. Szkoda, że domki są ciekawe tylko z zewnątrz, gdy w środku pozostają pustymi grotami i tylko gdzieniegdzie, w miejsach gdzie natura wypracowała ciekawe rzeczy, są one ładne. Ale największe wrażenie w Petrze robią same kaniony, dróżki między nimi i schody wykute w skałach. Kłębią się tam watahy turystów i to pomimo horendalnego wstępu (30 dolarów, jedyna legitymacja uprawniająca do zniżki to ta jordańska, którą mieliśmy – zapłaciliśmy 1,5 dolara). Co ciekawe, spotkaliśmy tam masy Amerykanów, którzy w Syrii, z racji nienajlepszych stosunków obu krajów, są prawie nieobecni.
Wędrowaliśmy po Petrze 7 godzin i to przy temperaturze ok. 35 stopni w cieniu, więc wróciliśmy do ‘Aqaby zmęczeni, choć zadowoleni.

IV Wadi Rum
Dzień czwarty w Jordanii upłynął pod znakiem pustyni. Pojechaliśmy do Wadi Rum, miejsca zapierającego dech w piersiach. Cała eskapada bardzo droga, bo trzeba dojechać na miejsce i wynająć samochód terenowy, żeby się przejechać po pustyni, ale naprawdę warte zainwestowanych pieniędzy. Wadi Rum jest jak z bajki, to przepiękna pustynia, z kanionami, granitowymi skałami, źródełkiem bijącym ze skał i łachami czerwonego piasku. Niestety nie jestem w stanie opisać tych miejsc, by oddać to, co tam się znajduje, ale zdjęcia zobaczycie. Jeździliśmy tam tylko 3 godziny i właściwie cały czas zachwycając się tym co wkoło, górkami, dolinami, pasącymi się wielbłądami i napisami naskalnymi (z których część ma ponad 1500 lat). Nie mogłem się powstrzymać i wspiąłem się na jedną z wydm usypanych z czerwonego piasku, by następnie sturlać się z niej niczym dzieciak.
Niestety trzeba było wrócić do ‘Aqaby i z niej do ‘Ammanu.

V Góra Nebo i Morze Martwe
Ostatniego dnia w Jordanii pojechaliśmy na Górę Nebo. Na tej to górze właśnie zmarł Mojżesz przyprowadziwszy Izraelitów z Egiptu, tutaj też są ruiny jednego z najstarszych kościołów chrześcijańskich na świecie i tutaj modlił się Jan Paweł II podczas swej pielgrzymki do Ziemi Świętej. Z góry widok jest piękny. Za doliną Jordanu widać Jerycho, Ramallah i Jerozolimę, do której nie mogę pojechać (z pieczątką Izraela nie wpuszczono by mnie do Syrii), a na lewo od niej Morze Martwe.

Podeszliśmy na górkę o 2 kilometry dalej, by zobaczyć z bardzo bliska Morze Martwe, nad które nie mogliśmy dojechać z powodu szczytu ekonomicznego – wszystkie drogi były zamknięte. Nie można mieć wszystkiego, a i tak to, co widziałem w Jordanii było przepiękne.

Tak właśnie zakończyliśmy wizytę w Haszymidzkim (od rządzącej dynastii) Królestwie Jordanii i powróciliśmy do Damaszku który nas przywitał znanym nam doskonale syryjskim bałaganem...

 

Tekst: Filip Jakubowski

Arda.blog.pl

http://arda.blog.pl/jordania,11904419,n

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Wyszukiwarka