Pierwsze, podstawowe pytanie, jakie automatycznie nasuwa się każdemu fotografującemu, związane jest z bezpieczeństwem. Czy w Jordanii nasz drogi i rzucający się w oczy sprzęt, może stać się łupem ewentualnych złodziei?
Muszę szczerze przyznać, iż oglądając przed wyjazdem obrazy niebezpiecznie wyglądających, zaśmieconych zauków Ammanu, zastanawiałem się, czy będzie można się tam wybrać z aparatem. Wiele się przecież słyszy o pobiciach i kradzieżach . Strata lustrzanki wraz z obiektywem/ami byłaby totalną katastrofą. Na szczęście Jordańczycy są przyjaźnie usposobieni i generalnie nic nam nie grozi. Sam przemierzałem Amman, nie stroniąc od oddalonych od centrum, mniej zamożnych dzielnic.
Aparat budzi raczej miłe skojarzenia i nie ani przez moment nie czułem się zagrożony. Fotografowałem zarówno w centrum, jak i na peryferiach dużych miast. W pobliżu meczetów, obiektów sportowych, w parkach, na zatłoczonych bazarach aż po pustynię i małe, beduińskie osady. Co więcej, dowiedziałem się nawet o przypadku turysty z Anglii, który zostawił swój aparat w jednej z restauracji. Na szczęście na torbie umieścił swoją wizytówkę, dzięki której udało się określić, jakim samolotem będzie wracał do domu. Ku jego ogromnemu zdziwieniu i uciesze, na lotnisku jordańska policja zwróciła mu zgubiony sprzęt, co zasługuje tylko na słowa uznania. Oczywiście taka sytuacja może się nie powtórzyć, ale jest to bardzo krzepiący przykład obywatelskiej uczciwości. Reasumując: należy zachować pewną rozwagę i czujność, szczególnie w miejscach mniej bezpiecznych, ale ta zasada obowiązuje przecież wszędzie. Jordania nie wymaga jakichś szczególnych środków ostrozności.
Jeśli dysponujemy lustrzanką z wymiennymi obiektywami, to polecam taki obiektyw, który będzie w miarę uniwersalny. Jordania to piaszczysty i suchy kraj (w 70% pustynia!), a wszędobylski pył wpływa destrukcyjnie na słabouszczelnione aparaty. Chodzi więc o to, by nie za często "otwierać" aparat, bo w ten sposób narażamy na zabrudzenie naszą matrycę, a nie wszystkie modele mają skuteczny system jej czyszczenia. Warto wyposarzyć się w osłonę przeciwłoneczną, by zminimalizować ilość kurzu osiadającego na szkle. Niezbędny będzie też zestaw do czyszczenia z zewnątrz. Na pustyni, w Petrze i nad morzem, dobrze sprawdzi się obiektyw szerokokątny. Filtry połówkowe nie są konieczne, bo jordańskie niebo jest ciemnoniebieskie, chmury występują rzadko, a jasny piasek nie powoduje dużych róznic tonalnych. Poza tym w takich warunkach zdjęcia trzeba robić naprawdę sprawnie, bo już po kilku minutach mamy piasek na przednich soczewkach. Mocowanie dodatkowych filtrów jest kłopotliwe. W mieście i w obozach uchodźców przydaje się teleobiektyw. Szybka praca autofocusa i w miarę dobry zoom mogą stać się gwarancją udanego i ciekawego zdjęcia. „Długa lufa” przydaje się również do fotografowania architektury. Jordańskie miasta położone są na wzgórzach. Z jednego wzniesienia można doskonale dokumentować to, co się dzieje w dole i na następnej górce. Jest to bezpieczne i bardzo komfortowe. Można niemal zajrzeć ludziom do okien. Jeśli zabraknie nam miejsca na karcie pamięci, to w ostateczności kupimy ją w miejscowych sklepach. Wyboru jednak nie ma zbyt wielkiego, a ceny są raczej wygórowane. Lepiej zatem od razu zgrywać fotki na pojemniejszy nośnik, bądź też zakupić dużą kartę.
W Jordanii grupę, która szczególnie chętnie pozuje, stanowią dzieci. Odradzam jednak robienie zdjęć tym „modelom”, ponieważ w zamian domagają się (dość głośno, momentami nawet natarczywie) zapłaty. Tego typu ujęcia lepiej wykonywać z daleka, bez kontaktu. Zupełnie inaczej jest w przypadku dorosłych. Mężczyźni, zwłaszcza kupcy, są bardzo życzliwi i nie robią w tym względzie większych problemów. Naturalnie dużo ciekawsze są zdjęcia niepozowane, przedstawiające ludzi w pracy, podczas modlitwy lub odpoczynku. Dobrze jest jednak wiedzieć, iż nawet jeśli nasz „obiekt” zorientuje się, iż jest fotografowany, to nie zareaguje agresywnie. Sporo słyszałem o tym, iż nie wolno fotografować tzw. mundurowych. O ile policjanci faktycznie od razu stanowczo, ale kulturalnie, informują o tym, że nie życzą sobie zdjęć, o tyle z żołnierzami jest już nieco inaczej. Sam spotkałem patrol uzbrojonych po zęby wojskowych, którzy wręcz domagali się, by ich uwiecznić. Sądzę, że jest to kwestia bardzo indywidualna. Po prostu jest taka możliwość, ale nie wolno przesadzać. Osobną grupę stanowią kobiety. Jest to najtrudniejszy temat dla fotografa. Łatwo bowiem wydedukować, że skoro są tak ubrane, to raczej nie będą chciały pozować do zdjęć. Młode Jordanki, znające język angielski, niekiedy godzą się na pamiątkową fotografię. Stasze kobiety są bardziej nieufne. Najlepszym rozwiązaniem zdaje się być dobry teleobiektyw, lub też wyjątkowo dyskretne ujęcia. W każdym razie zalecam dużą ostrożność, by nie narazić się tym dumnym ludziom.
Jeśli chodzi o meczety (a ściślej ich wnętrze), to - niestety - jest to oficjalnie zabronione. W grę wchodzą jedynie naprawdę sprawnie i niepostrzeżenie wykonane zdjęcia. Słyszałem wprawdzie o sytuacjach, w których ochrona świątyni zgodziła się na uwiecznienie zabytkowego pomieszczenia, ale to odosobniony przypadek, wymagający sporych umięjętności negocjacyjnych i daru przekonywania. Nie ma żadnych przeciwskazań co do fotografowania miejsc świętych z zewnątrz, i warto tego spróbować, ponieważ meczety wraz z minaretami stanowią wdzięczny temat. Zabronione jest również fotografowanie obiektów wojskowych i mostów. Jest to już jednak kwestia o wiele mniej drażliwa. Mosty np. często pozostają niestrzeżone, a koszary czy też posterunki policji są duże i cieżko by było ochornić je przed naszymi obiektywami. Powtórzę tylko przy tej okazji raz jeszcze, iż najważnieszy jest zdrowy rozsądek i umiar, a wszystko na pewno skończy się dobrze. Powodzenia!